Ołomuniec
we wstępnym planie podróży na rok 2026 nie był przewidziany w ogóle. Pierwszy przystanek
na trasie stanowić miała leżącą na terenie Małopolski, nieopodal granicy ze
Słowacją Muszyna. Stamtąd droga do przebycia w kolejnym dniu, z celem w słowackim
Plešivcu, wydawała się relatywnie łatwa do przebycia. Gdyby z Muszyny istniała
możliwość łatwego „przeskoku” do przygranicznej miejscowości Plaveč, to dalszy
etap drogi wymagałby jedynie przesiadek w Preszowie (Prešov) oraz Koszycach
(Košice). Problemem okazała się… dostępność transportu publicznego. Od momentu prawie
całkowitego zamknięcia kolejowego przejścia granicznego Muszyna/Plaveč dla
ruchu pasażerskiego, komunikacja publiczna z Muszyny na Słowację praktycznie
przestała istnieć. Ze stacji Muszyna do leżącego u podnóża słowackich Tatr Popradu
miał być dostępny należący do Kolei Słowackich (ŽSSK) szynobus o nazwie „Beliansky
ekspres”, ale kiedy poszukiwałem w sieci godzin jego odjazdów i przyjazdów na
20 maja 2026 r., nie znalazłem nic. Widocznie połączenie rzeczonym autobusem
szynowym dostępne było w wybranie dni tygodnia tylko w sezonie letnim.
Wobec powyższego wybór pierwszego przystanku
na trasie z Polski do Italii w czeskim Ołomuńcu okazał się pewnego rodzaju
koniecznością. Zakładał co prawda przejazd nieco okrężną, ale paradoksalnie
znacznie prostszą drogą. Do miasta na Morawach, o którym myślę, dojazd
bezpośredni z Wrocławia umożliwiała autokarowa firma FlixBus, a dalej, przy doborze
odpowiednich połączeń kolejowych, sprawnie i bez stresu można było dotrzeć na
słowacki Gemer.
Zob. https://mapy.com/pl/?source=addr&id=9028330
Budowę cerkwi ukończono w 1939 r., a autorem
jej projektu był duchowny prawosławny, architekt i malarz Vsevolod Kolomacký
(1896–1980). 29 maja 1939 r. patronem świątyni ogłoszono św. Gorazda (Šindlářová
2008; Novák 2009). Jesienią 1942 r. cerkiew została zamknięta w
związku z represjami okupacyjnych władz hitlerowskich, które przeszły do
historii pod nazwą heydrichiady, i aż do maja 1945 r. znajdował się w niej
magazyn. Po drugiej wojnie światowej zdewastowaną cerkiew odrestaurowano pod
nadzorem o. Vsevoloda Kolomacký’ego.
W 1950 r. świątynię podwyższono do
rangi soboru katedralnego, co wynikało z obrania Ołomuńca na siedzibę prawosławnej
eparchii ołomuniecko-brneńskiej (Novák 2009). Od 1982 do 1987 r. miała
miejsce generalna renowacja świątyni, podczas której między innymi zmieniono
barwy elewacji. Zadaszenia z płyt blaszanych pomalowano na zielono, a elewacjom
nadano barwy jasnej ceglastej czerwieni dla ścian i bieli dla lizen czy gzymsów.
Odnowiono także malowidła ścienne stanowiące wystrój wnętrza. W podziemiach
soboru urządzono kaplicę poświęconą św. Gorazdowi. Po tragicznej powodzi w
lipcu 1997 r. pomieszczenia w podziemiach poddano ponownej renowacji.
Sobór p.w. św. Gorazda znajduje się na
tworzącej zarys trójkąta działce w pobliżu mostu na rzece Morawie, na skrzyżowaniu
ulic Pasteura i kpt. Nálepky. W swej osi podłużnej odpowiada biegowi ulicy Jana
Komenský’ego, stanowiąc tym samym dominantę tej części miasta.
Budowla utrzymana jest w
historyzującym stylu rusko-bizantyjskim. Bogato rozczłonkowana orientowana
bryła świątyni wydaje się mieć punkt kulminacyjny w ośmiobocznej wieży z
wysokim hełmem o kształcie ostrosłupa, zwieńczonej pozłacaną cebulastą kopułą z
krzyżem. Zdobiące ściany boczne wieży motywy kokoszników symbolizować mają
płomienie Ducha Świętego. W ścianie półkolistej w rzucie poziomym apsydy, zamykającej
budowlę od wschodu, wmontowano kamienną tablicę z datą upamiętniającą budowę
soboru.
Ponad wejściem do świątyni znajduje
się niższa, kwadratowa w rzucie poziomym wieża pełniącą funkcję dzwonnicy, nakryta
dachem siodłowym, który wieńczy pozłacana cebulasta kopuła. Dzwonnica, w której
mieszczą się trzy dzwony, ma w ścianie frontowej trzy, a w bocznych po dwa
wysokie, półkoliście zwieńczone przezrocza. Ma to symbolizować dwie
najważniejsze tezy wiary chrześcijańskiej o Bogu w Trójcy Świętej Jedynym oraz
dwoistości natury Boga i Człowieka w osobie Jezusa Chrystusa. Dzwonnica
skomunikowana jest z pozostałą częścią świątyni niskim korytarzem nakrytym
prostym dachem siodłowym. Główne wejście do świątyni podkreślone jest występującym
przed lico muru, wspartym na niskich kolumnach półkolistym łukiem, nakrytym
zadaszeniem z blachy. Do wejścia prowadzą rozszerzające się w rzucie poziomym
ku dołowi schody z murowanymi balustradami. W obrębie arkady ujmującej portal
główny znajduje się niewielka nisza z obrazem ściennym przedstawiającym św. Gorazda,
a na frontowej ścianie dzwonnicy znacznie większa nisza z malowidłem
obrazującym Matkę Boską Jerozolimską.
Podobnie
jak portal główny zaaranżowano dwa portale boczne świątyni, a wejście do
zakrystii od strony południowej poprzedzone jest klatką schodową nakrytą
zadaszeniem na kolumnach. Boczna kaplica przylegająca do świątyni poświęcona
jest Opiece Matki Boskiej.
Właściwa
bryła świątyni ma kształt krzyża. Jej niższa część za wejściem głównym nakryta
jest od wewnątrz spłaszczonym sklepieniem spoczywającym na masywnych filarach,
a za nią mieści się przestronne wnętrze zwieńczone ośmioboczną w rzucie
poziomym wieżą. Niższe wnętrze półkolistej w planie apsydy przesklepione jest
konchą i oddzielone od przestrzeni przeznaczonej dla wiernych ikonostasem z
pozłacanymi wrotami. Od południowej strony apsydy znajduje się zakrystia, od
północnej mniejszy ołtarz. We wnętrzu nawy znajduje się mensa ołtarza głównego oraz
miedziana chrzcielnica.
Wnętrze
soboru zdobi bogaty wystrój malarski o motywach figuralnych i ornamentalnych, wzbogacony
inskrypcjami. Malowidło w czaszy kopuły obrazuje gołębicę jako symbol Ducha
Świętego, a w pendentywach pod kopułą przedstawienia Czterech Ewangelistów. Sklepienia
nawy spoczywają na sześciu prostych, kwadratowych w rzucie poziomym filarach, ozdobionych
przedstawieniami Świętych. Program ikonograficzny wystroju wnętrza soboru podzielony
został na dwa cykle tematyczne. Malowidła w górnej strefie obrazują sceny z
życia Jezusa Chrystusa i Matki Boskiej oraz święta w roku liturgicznym im
poświęcone. W środkowej i niższej strefie malowideł zobrazowano Świętych
Kościoła Prawosławnego różnej narodowości oraz personifikacje Kościoła
Prawosławnego (bizantyjskiego, serbskiego, kijowskiego oraz moskiewskiego). Obraz
ścienny nad wejściem głównym przedstawia błogosławiącego Jezusa Chrystusa z Matką
Boską i Janem Chrzcicielem, za którymi zobrazowano Świętych pochodzenia
czeskiego i morawskiego oraz postacie historyczne, na przykład Jana Husa
(1370–1415), Jerzego z Podiebradów (1420–1471), Jana Amosa Komenský’ego
(1592–1670) (Novák 2009).
Biały
ikonostas o trzech wrotach zdobią cztery ikony, trzy spośród nich pochodzą z
dawnego ikonostasu z Kaplicy Bożego Ciała. W arkadach ponad ikonostasem umieszczono
znacznych rozmiarów malowidła przedstawiające Ostatnią Wieczerzę i
Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.
W
przedsionku soboru, na prawo od drzwi wejściowych, wmontowana jest tablica
pamiątkowa biskupa Gorazda, a flankujące ją ikony obrazują sceny z
najdawniejszych dziejów Kościoła na terenie Czech i Moraw.
W
podziemiach soboru znajduje się kaplica poświęcona biskupowi i męczennikowi
Gorazdowi II., z umieszczoną w apsydzie ikoną Matki Boskiej, wzorowanej na greckim
typie Thetokos Hodegitria. Oprócz niej w kaplicy mieści się niewielki ikonostas
z dwiema ikonami.
Lit.: Šindlářová 2008, s. 188, 191, 197; Novák 2009, s. 21, 25, 36; https://cs.wikipedia.org/wiki/Chrám_svatého_Gorazda_(Olomouc); http://www.dobratrasa.eu/cs/misto/kam-vojaci-nesmeli-katedralni-chram-sv-gorazda-v-olomouci; https://pamatkovykatalog.cz/kostel-sv-gorazda-12428056
4. Olomouc hlavní nádraží, 20.05.2026. Mezistátní vlak EuroCity číslo 141 „Ostravan”, dopravce České dráhy, ze směru Praha hlavní nádraží, do stanice Ostrava hlavní nádraží, Hranice na Moravě, Karviná hlavní nádraží, Čadca a Žilina, s odjezdem v 10.37, přijede k nástupišti číslo 2 na kolej číslo 1.
Skoro w
maju 2026 r. pierwszy etap mojej podróży do Italii, z przystankiem w Ołomuńcu, stanowił
powielenie tego samego etapu z lat 2023 i 2024, chciałem go choć odrobinę
urozmaicić. Wobec tego zmodyfikowałem wariant przejazdu z Czech do Słowacji,
rezygnując z przesiadki w Ostrawie (dokładniej na stacji Ostrava-Svinov). Na
stacji Olomouc hlavní nádraží wsiadłem do pociągu bezpośredniego kategorii EuroCity,
relacji Praha hlavní nádraží–Žilina, o mieszanym składzie wagonów
słowackich (Bmpz, Ampz) i czeskich (Bmz241, Bbdgmee236,
ARmpee829), prowadzonego przez Siemensowską lokomotywę Vectron 193 686-3.
Trasa międzynarodowego pociągu, o którym myślę, biegła początkowo czeskimi szlakami
o numerach 001 i 320, wśród których na tym pierwszym trwały intensywne prace modernizacyjne.
Efektem ich były liczne odcinki ograniczenia prędkości lub nieprzewidziane
postoje (na przykład na stacji Lipník nad Bečvou). Do tego doszło wolniejsze
tempo na terenie Śląska Cieszyńskiego, czyli pomiędzy stacjami Ostrava-Svinov,
Ostrava hlavní nádraží, Bohumín, Karviná hlavní nádraží, Český Těšín, Třínec
Centrum oraz Návsí, z powodu obecności rewirów górnictwa podziemnego. Już wówczas
byłem pewien, że na stacji docelowej pociągu w słowackiej Żylinie (Žilina)
dojdzie do opóźnienia, co w konsekwencji sprawi, że spóźnię się na kolejne
połączenie. Wszystko to spełniło się jak w dokładnie wyreżyserowanym spektaklu.
Nawet znaczne przyspieszenie pociągu EuroCity, o którym myślę, na
słowackiej dwutorowej linii numer 127 nie przyczyniło się do nadrobienia
poślizgu czasowego.
5. Žilina, 20.05.2026. Expres číslo 619 „Tatran”, zo smeru Bratislava hlavná stanica, ktorý pokračuje smer Vrútky, Kraľovany, Ružomberok, Liptovský Mikuláš, Poprad-Tatry, Spišská Nová Ves, Štrba, Margecany, Kysak a Košice, pravideľný odchod 14.31, prichádza k nástupišťu 1, koľaj 3.
Kto
czytał wcześniejszy wpis na moim blogu, ten wie, że pociąg EuroCity, którym
jechałem z czeskiego Ołomuńca (Olomouc hlavní nádraží) przybył na stację
docelową w słowackiej Żylinie (Žilina) ze sporym opóźnieniem. Skoro na
przesiadkę na stacji w tym ostatnim mieście miałem zaledwie osiem minut,
przegapiłem połączenie pociągiem ekspresowym, którym zgodnie z planem miałem
kontynuować podróż. Pozostała obawa, że ów poślizg czasowy pociągnie za sobą
dopłatę na przejazd pociągiem wyższej kategorii (InterCity) do kolejnego
przystanku na trasie. Na szczęście tak się nie stało. Kiedy przedstawiłem
sytuację w okienku jednej z kas dworca w Żylinie, usłyszałem odpowiedź: „Žiadny
problém! Dam Vám potvrdenie a môžete pokračovať cestu”. O godzinie 14.31
wsiadłem więc do przybyłego ze stołecznej Bratysławy (Bratislava hlavná
stanica) ekspresu „Tatran”, podobnie jak wcześniejszy międzynarodowy skład EuroCity
„Ostravan” prowadzonego przez produkowaną przez koncern Siemens lokomotywę
Vectron (383 108-8) i dwutorową linią o numerze 180 pokonałem odległość do
Koszyc.
Jeszcze nie znalazłem miejsce do
siedzenia, a przekonałem się, jaki świat jest mały. Otóż w pociągu, o którym
myślę, podczas kontroli biletów spotkałem tego samego konduktora, który
dokładnie rok wcześniej sprzedał mi bilet do Plešivca, po tym jak wsiadłem do
zespołu trakcyjnego zwanego popularnie motoračkiem na polsko-słowackiej
stacji granicznej Zwardoń/Skalité. Oczywiście nie omieszkałem się przypomnieć,
a znajomy konduktor odparł: „Určite! Máte dobru pamäť. Mali sme možnosť
stretnuť sa vlani. Možno ěšte stretneme sa nabuduce?”. Oczywiście nie
wykluczyłem możliwości ponownego spotkania, odpowiedziałem więc po czesku „Není
vyloučeno. Už jedu v tomto směru počtvrté!”.
Podzielę się paroma ciekawostkami
technicznymi. Szlak kolejowy o numerze 180, pomiędzy stacjami Liptovský Mikuláš
i Poprad-Tatry był już w 2026 r. na etapie po gruntownej modernizacji, czego
przejaw stanowiła unowocześniona infrastruktura czy obecność ekranów
dźwiękoszczelnych. Jednakowoż dozwolona maksymalna prędkość na tej części
szlaku nadal nie przekraczała 120 km/h. Od stacji Poprad-Tatry wzwyż prace
modernizacyjne były w toku. Postawiono już nowe słupy trakcyjne, położono nowe
torowisko, wbito w podłoże pale do montażu ekranów tłumiących hałas. Ale kiedy
owa modernizacja miała szanse osiągnąć finał, tego nikt nie wie, a poza tym,
nie wiadomo, czy mogła przyczynić się wyższego tempa jazdy na tej dwutorowej
linii, a co za tym idzie, skrócenia czasu przejazdu na liczącym 246 km
dystansie między stacjami Žilina i Košice oraz z powrotem. Według niepotwierdzonych
informacji znalezionych w sieci planowano dostosować całości linii o numerze 180
do prędkości 160 km/h.
6. Košice, 20.05.2026. Rýchlik číslo 924 „Gemeran”, smer Zvolen osobná stanica, pravideľný odchod 19.21, stojí pri nástupišti 3, koľaj 3.
Z
powodu spóźnienia się w Żylinie (Žilina) na pociąg ekspresowy do Koszyc
(Košice) także z tego ostatniego miasta wyjechałem z opóźnieniem. Pociąg
pospieszny „Gemeran”, prowadzony przez lokomotywę spalinową 757 014-6 i
złożony z trzech wagonów bezprzedziałowych serii Bdgteer oraz Bdteer, wyruszył
ze swej stacji początkowej o godzinie 19.21. Jechał w przeważającej części niezelektryfikowaną
linią numer 160, ale, nie po raz pierwszy zresztą w historii moich podróży w
rejon słowackiego Gemeru, nie dowiózł mnie do celu. Jeszcze przed wjazdem na
najbardziej urozmaiconą krajobrazowo część szlaku numer 160, to jest na stacji
Turňa nad Bodvou, konieczna była przesiadka do dwóch autobusów zastępczych.
Ostatecznie do wyznaczonego na 20 maja celu, Plešivca dojechałem zdecydowanie
po zmroku. Zaskoczę jednak tym, że przyjazd o tak późnej porze nie przysporzył
mi dodatkowych kłopotów. W końcu była to moja czwarta wizyta w ty, rejonie,
zatem drogę od dworca kolejowego do miejsca zakwaterowania znałem praktycznie
na pamięć. Wiedziałem, że mam przed sobą trzy pełne, zaiste fascynujące dni
wędrówek szlakami pobliskiego Aggteleki Nemzeti Park na Węgrzech.
7. Slovenský kras, Žltou turistickou traťou z Plešivce do Domice, 21.05.2026. Mimo bycia urlopie z części aktywności zawodowej nie zrezygnowałem. W przaśnych warunkach, z kamerą i ekranem telefonu komórkowego do dyspozycji udzieliłem 60-minutowej lekcji historii sztuki online, siedząc w luksusowym pokoju pensjonatu typu Bed & Breakfast Hugo w słowackim Plešivcu. Dzieląca mnie i uczestniczkę lekcji odległość ponad 900 km, jak również pasma gór tworzących Slovenský kras, Małą Fatrę (słow. Malá Fatra, węg. Kis-Fátra), a zwłaszcza Tatr Słowackich nie stanowiły przeszkody, a trochę obawiałem się, że z będą tej przyczyny problemy.
Po zakończeniu lekcji planowałem udać
się na pierwszą pieszą wycieczkę w ramach trzydniowego pobytu na pograniczu
Słowacji i Węgier. Oczywiście celem jej miał być leżący na Węgrzech Aggteleki
Nemzeti Park, stało się jednak inaczej. Bez własnego środka transportu jedynym
sposobem dotarcia do węgierskiego parku narodowego pozostają autobusy.
Korzystając z komunikacji publicznej, najlepiej dojechać do miejscowości z
jaskinią Domica, a stamtąd iść pieszo w głąb Węgier. Plan nie został w pełni zrealizowany,
skoro w godzinach, w których opuściłem pensjonat Hugo nie jechał w
interesującym mnie kierunku żaden autobus. Jedynym sposobem na pokonanie liczącej
blisko 12 km odległości do granicy węgierskiej pozostało przejście w Plešivca
do Domicy szlakiem oznaczonym barwą żółtą – tym samym, na którym we
wcześniejszych latach, idąc w kierunku przeciwnym aż dwukrotnie zbłądziłem. Nie
były to przyjemne doświadczenia, muszę to przyznać szczerze. W maju 2023 r. zmylenie
drogi zaowocowało drastycznym wydłużeniem trasy powrotnej z Węgier do Słowacji,
na tyle, że ledwie dotarłem do celu o własnych siłach. Z kolei w maju 2024 r.
zbłądziłem na tym samym żółtym szlaku ponownie. Wtenczas gwałtowne nadejście burzy
z ulewnym deszczem, a w konsekwencji mniejsza koncentracja na obserwowaniu
oznaczeń kolorem żółtym doprowadziły do tego, że zszedłem ze szlaku i jedynym
ratunkiem okazało się dojście do drogi asfaltowej po nieoznakowanym zboczu, a
następnie przez błotniste po deszczu pole uprawne. Więcej szczęścia dopisało mi
w maju 2026 r. i dopiero wówczas przekonałem się, jak uroczymi krajobrazami
mógłbym powędrować, gdybym się we wcześniejszych latach dwukrotnie nie zgubił.
8. Aggteleki Nemzeti Park, Táj az Aggtelektől Jósvafőig tartó túraútvonalon, 21.05.2026. Ze względu na konieczność pokonania sporej odległości dzielącej słowackie miejscowości Plešivec i Domica pieszo, a w efekcie dotarcia na teren Aggteleki Nemzeti Park z opóźnieniem nie mogłem zanadto powędrować w głąb Węgier. Nie było możliwe dotarcie z leżącego praktycznie przy granicy ze Słowacją Aggtelek do znanej mi już z wędrówek we wcześniejszych latach wioski Jósvafő. I co za tym idzie, należało również zapomnieć o pieszej wycieczce z tej ostatniej miejscowości szlakiem oznaczonym barwą czerwoną przez dolinę wiodącą do odległego o ponad 30 km miasta Edeleny albo szlakami oznaczonymi innymi kolorami na przykład w stronę Szelcepuszta czy Szögliget. Poprzestać mogłem na krótkim spacerze szlakiem zielonym w kierunku wsi Jósvafő, po czym skierować się na szlak powrotny wiodący do punktu zwanego Domica Barlang. Gwoli prawdzie węgierska nazwa Domica barlang znaczy to samo, co w języku słowackim Jaskyňa Domica. Przypominam, że dwujęzyczna nazwa tej jaskini wynika z jej oryginalnej lokalizacji, częściowo na terenie Słowacji, a częściowo Węgier.
9. Aggteleki Nemzeti Park, Útban Aggtelekről Jósvafőre, 22.05.2026. Dwudziesty drugi maja był dla mnie dniem prawdziwego pieszego maratonu. Tego dnia nie ciążyło nade mną żadne zobowiązanie, mogłem więc wyruszyć z miejsca zakwaterowania znacznie wcześniej. Miałem szczęście trafić na dogodne połączenie autobusowe z wioski Plešivec do jaskini Domica, a stamtąd mogłem już udać się na pieszą wycieczkę dostępnymi szlakami turystycznymi w głąb leżącego na Węgrzech Aggteleki Nemzeti Park. Za cel postawiłem sobie, by dotrzeć do węgierskiej miejscowości Jósvafő, a stamtąd szlakiem barwy czerwonej przewędrować w stronę doliny noszącej tę samą nazwę co znacznie odleglejsze i z pewnością bez szans tego dnia na „zdobycie” miasto Edelény. Ta ostatnia dolina, zgodnie z dostępnymi w wiosce Jósvafő informacjami dla turystów, stanowić miała leżące na terenie komitatu Borsod-Abaúj-Zemplén siedlisko zygzakowca kokornakowca (Zerynthia polyxena). Ten rzadko spotykany motyl z rodziny paziowatych (Papilionidae) stanowił obiekt moich poszukiwań w parkach krajobrazowych pogranicza Słowacji i Węgier od bez mała… dziewięciu lat (!). Szedłem szybkim krokiem żywiąc nadzieję, że 22 maja 2026 r. wreszcie go spotkam, zwłaszcza że znalazłem się w tamtych stronach w okresie aktywności dorosłych motyli rzeczonego gatunku. Co więcej, miałem przed sobą słoneczny i ciepły, a chwilami wręcz gorący dzień, z pewnością sprzyjający spotkaniom z wszelakimi motylami.
W pierwszym etapie wycieczki, na
szlaku oznaczonym barwą zieloną z Aggtelek do Jósvafő, gorliwie poszukiwanego
motyla oczywiście nie spotkałem. Natknąłem się jedynie po raz kolejny na napotkanego
dzień wcześniej pasyna debraka (Neptis sappho) z rodziny rusałkowatych (Nymphalidae).
Urzekły mnie zaś tonące w majowej soczystej zieleni krajobrazy, których podczas
wizyt w Aggteleki Nemzeti Park rok i dwa lata wcześniej nie miałem niestety oglądać
okazji w słońcu pod błękitnym niebem, lecz w kapryśnej pogodzie pod ciężkimi
chmurami.
10. Aggteleki Nemzeti Park, A Jósvafőből Égerszög felé tartó, a vörös ösvényen folytatott túra tája, 22.05.2026. Opuściwszy wioskę Jósvafő wiedziałem, że do miasta Edelény na pewno nie dotrę, gdyż byłby do zbyt długi dystans do pokonania na piechotę (szacunkowo mogący sięgać ponad 30 km). Liczyłem jednakowoż, że podążając szlakiem oznaczonym barwą czerwoną dojdę do doliny Edelény, a być może także do nieco bliżej leżącej wsi Égerszög. Co więcej, miałem nadzieję, że wędrówka w rzeczonym kierunku dostarczy okazji do przemierzenia rozległych terenów łąkowych lub choćby będzie obfitować w prześwity leśne i w najgorszym przypadku na tych ostatnich spotkam co ciekawsze czy rzadziej spotykane gatunki motyli dziennych. Nawet po części powędrowałem poza oficjalnie wytyczonym szlakiem turystycznym, na który jednak z upływie niedługiego czasu z powodzeniem wróciłem.
Szybko się przekonałem, jak bardzo
byłem w błędzie. Drogi wiodące zarówno poza szlakiem, jak i według jego
oznaczeń, biegły niemal wyłącznie przez gęsty las liściasty bądź mieszany,
zatem pod względem „łowów” motyli w kadry fotograficzne doznałem absolutnej
posuchy. Nawet na nielicznych prześwitach leśnych czy na nieco rozleglejszym
obszarze łąkowym bliżej znajdującego się w drodze do Égerszög schroniska Éger
Turistaház nie było praktycznie ani jednego osobnika. Nawet te pospolite
również w naszym kraju gatunki tak jakby gdzieś się pochowały. Tym bardziej mogło
to zaskakiwać, mając na uwadze, że dzień 22 maja był słoneczny i ciepły, ale
nie upalny, zaś wcześniejsze opady deszczu zapewniły odpowiednie nawodnienie
ziemi i rozkwit roślinności, zapewne także roślin nektarowych, które motyle
sobie upodobały.
11. Aggteleki Nemzeti Park, Éger Turistaház, 22.05.2026. Idąc ściśle według oznaczeń czerwonego szlaku oraz według napisów dostępnych na drogowskazach naraz znalazłem się zaledwie 1,8 km od wsi Égerszög. Jednakowoż na pozornie odludnym terenie, na nieco większym prześwicie leśnym natknąłem się na tajemniczy budynek, o którym wiem jedynie tyle, że w języku węgierskim nazywa się Éger Turisztaház. Sądząc po nazwie, wydawać się mogło, że oto zbliżam się do schroniska górskiego, jakkolwiek gdyby nawet moje skojarzenia były słuszne, nie liczyłem raczej na możliwość odpoczynku czy zamówienia skromnego posiłku. Główną przeszkodą w takim przypadku była, rzecz jasna, bariera językowa, a doświadczenie z lat wcześniejszych dowiodło, iż mieszkańcy wiosek leżących na terenie Aggteleki Nemzeti Park, niezależnie od pokolenia, zasadniczo poza językiem węgierskim nie władali żadnym. Kiedy zaś przybyłem pod sam budynek, okazał się on od dawna opuszczony. Wszystkie drzwi miał zamknięte, nosił ślady wieloletniego zaniedbania, a jedyny ślad dawnego użytkowania stanowił pozostawiony na podwórzu, nakryty plandeką i rdzewiejący traktor. Wydaje się, że ów tajemniczy Éger Turisztaház faktycznie dawniej pełnił funkcję schroniska lub ewentualnie nieco niższy standard reprezentującego hotelu z barem czy restauracją. Musiał jednak z przyczyn bliżej nieznanych zbankrutować, gdyż strona internetowa mu poświęcona wydawała się od wielu lat niepozycjonowana, a profil na Facebooku – niepoddawany aktualizacji. Ostatnie zdjęcie, jakie na nim opublikowano, pochodziło z marca 2016 r.
12. Aggteleki Nemzeti Park, Réti területek Égerszög község közelében, 22.05.2026. Odległość dzieląca opuszczone schronisko górskie lub nisko standardowy hotel Éger Turisztaház od Égerszög wynosiła zaledwie 1,8 km, a dotarcie do tej ostatniej wsi według oznaczeń szlaku turystycznego barwy czerwonej również nie stanowiło problemu. Nie czułem się jednak zachęcony do przedłużania wędrówki, gdyż trasa w całości albo przynajmniej w przeważającej części wiodła terenami zalesionymi. Wolałem od punktu Éger Turisztaház rozpocząć drogę powrotną, a w pewnym miejscu zejść na około pół godziny z wytyczonej ścieżki szlaku na rozległy górski obszar łąkowy, około 3 km od Égerszög. Nie po to zadałem sobie trud, idąc dobrych kilkanaście kilometrów w poszukiwaniu łąk i motyli dziennych, by tracić czas na wędrowanie lasem, gdzie szanse na spotkania z motylami dziennymi były znikome. Obszar łąkowy, o którym myślę, z pewnością urzekał kolorami soczystej majowej zieleni, upstrzonej drobnymi kwiatami, ale obecność motyli prezentowała się zaskakująco mizernie. Zgodnie z ówczesnym stanem mojej wiedzy największa szansa na napotkanie ciekawych, rzadko spotykanych gatunków motyli, w tym od dziewięciu lat poszukiwanego zygzakowca kokornakowca (Zerynthia polyxena) istniała podczas wizyty na łące z roślinnością o charakterze kserotermicznym. Być może obszar łąkowy w okolicach wsi Égerszög, na którym się znalazłem nie był porośnięty roślinami kserotermicznymi.
13. Aggteleki Nemzeti Park, Kilátás a turistaútról Égerszög és Jósvafő felől Aggtelek felé, 22.05.2026. Powróciwszy na szlak oznaczony kolorem czerwonym z obszaru łąkowego na wzniesieniach w okolicach Égerszög, odbyłem forsowną wędrówkę szybkim krokiem w stronę Jósvafő, a dalej szlakiem zielonym do Aggtelek. Następnie miałem drogą asfaltową dojść do słowackiej Domicy, by tam wsiąść w ostatni autobus, jaki w dni powszednie kursował na trasie Kečovo–Domica–Plešivec. Atoli, jeszcze nie dotarłem do przystanku nieopodal jaskini, kiedy naraz na rzeczonej drodze zatrzymał się samochód, a prowadząca go młoda kobieta zawołała do mnie początkowo po węgiersku. Od razu odpowiedziałem po czesku, że nie rozumiem, ona zaś ponowiła pytanie po słowacku: Kam jedete? Nie myśląc wiele udzieliłem odpowiedzi zgodnie z prawdą: Do Plešivce. Otrzymałem propozycję podwiezienia, na co się bez zastanowienia zgodziłem. Oczywiście, jak wypadało, zapytałem: Kolik za to chcete? Jednakowoż odpowiedź brzmiała: Vôbec nič. W czasie jazdy nawiązaliśmy krótką rozmowę. Prowadząca pojazd zadała szereg pytań w stylu: Odkiaľ ste? Čo tu robite? Je to dovolenka? Wszystko powiedziałem zgodnie z prawdą i dopiero wówczas ogarnął mnie lekki niepokój. Bowiem młoda kobieta, która niby z uprzejmości zaproponowała mi podwózkę, nie była sama. Wiozła znacznie starszego mężczyznę o czarnych słowach i śniadej karnacji, dopowiem, że dość typowej dla Słowaków zamieszkujących blisko granicy z Węgrami leżące krainy Gemer, Abov czy Malohont. W przerwach w rozmowie ze mną oboje, mówiąc kolokwialnie, nawijali coś po węgiersku. Jednak dopiero gdy wysiadłem z samochodu w Plešivcu, nabrałem podejrzeń. Dlaczego taka młódka, na dodatek jadąca w towarzystwie dużo starszego od niej mężczyzny o na pozór romskiej fizjonomii, miałaby podwozić mnie dokądkolwiek za darmo? Przecież to się naprawdę mogło źle czy wręcz tragicznie skończyć! Ileż jest znanych wstrząsających historii, w których dwie tajemnicze osoby zabrały stojącego przy drodze turystę autostopem, a ostatecznie dla nieszczęsnego pasażera skończyło się to okradnięciem, pobiciem i porzuceniem w przydrożnym rowie, z dala od miejsc zamieszkanych. Z jednej strony należy wierzyć w uprzejmość ludzi, z drugiej – ostrożności nigdy nie za wiele.
14. Aggteleki Nemzeti Park, Jósvafő elhagyása után, a Szelce-völgy bejáratánál, 23.05.2026. Dzień 23 maja miał dla mnie stanowić naprawdę potężne wyzwanie. Cel miałem taki, by możliwie wcześnie odjeżdżającym z Plešivca autobusem, to jest w zakresie między godziną 8.00 a 9.00, dotrzeć do jaskini Domica, a stamtąd udać się na zaiste daleką pieszą wycieczkę przez Aggtelek, Jósvafő do doliny Szelce (Szelce-völgy). Tą ostatnią zaś miałem powędrować na tyle daleko, by poznać ją w całej długości, a za punkt powrotny obrać Szelcepuszta czy może nawet coś w rodzaju schroniska górskiego lub położonego z dala od miejsc zamieszkanych pensjonatu Szelcepuszta Turistaház.
Owszem, autobus miał odjeżdżać z placu
przed centrum handlowym w Plešivcu o godzinie 8.45, ale wypatrzywszy go w
rozkładzie jazdy dzień wcześniej przeoczyłem drobny, acz nader istotny
szczegół. Był nim piktogram informujący o tym, czy interesujący mnie kurs
autobusu rzeczywiście się odbędzie. I dopiero kiedy zadowolony ze znakomitej rzekomo
organizacji dnia dotarłem na przystanek, zorientowałem się, jak mały znaczek przy
godzinie odjazdu mógł pokrzyżować wszelkie moje plany. Bowiem autobus, na który
czekałem kursował… tylko w miesiącach letnich (!). I co teraz? Nie do pomyślenia
wydawało się pokonanie liczącej ponad 12 km odległości między Plešivcem i
Domicą, a następnie węgierskim Aggtelek na piechotę, kosztowałoby to ogromną stratę
czasu. Mogłem jedynie wejść w rolę autostopowicza i liczyć na uprzejmość kierowców.
Kto jednak byłby skłonny i miałby odwagę zabrać dobrze zbudowanego mężczyznę w
średnim wieku samotnie podróżującego, noszącego niewielki plecak, w którym nie
wiadomo, co może mieć? W desperacji i wściekłości na tak niekorzystny obrót
sprawy ruszyłem jednak piechotą z Plešivca z stronę wsi Ardovo (węg.
Pelsöcardó, Ardó), a tam zatrzymałem się nieopodal mocno zaniedbanego
przystanku. Kilka samochodów minęło mnie z rozpędu, żaden z kierujących
pojazdami oczywiście nie zareagował na gestykulacje wyrażające prośbę o
zatrzymanie z mojej strony. Całkowicie straciłem nadzieję, kiedy nagle… przy
wyjeździe z biegnącej nieopodal drogi podporządkowanej zatrzymał się nie najnowszej
generacji model Škoda Fabia. Kiedy kierowca dał sygnał klaksonem, byłem wniebowzięty.
Od razu z przystanku podbiegłem do pojazdu i powiedziałem po czesku, dokąd
zmierzam. Oczywiście, jak dzień wcześniej, zapytałem, ile mam zapłacić, zaiste będąc
gotowym uiścić każdą sumę, by jak najprędzej dostać się do przygranicznej
Domicy. Kierujący Škodą, na moje oko mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu do
siedemdziesięciu lat, od razu odpowiedział po słowacku, że nie weźmie ani
centa. Zaznaczył również, że nie może zabrać mnie do Domicy, ale za to do
będącej w drodze do celu miejscowości Dlhá Ves (węg. Hosszúszó lub Gömörhosszúszó).
Miałem naprawdę ogromne szczęście, że nagle
zaistniały problem z dojazdem do granicy z Węgrami udało się rozwiązać i mimo około
godzinnego opóźnienia w realizacji przewidzianych na 23 maja planów, nawet nie
wiem, kiedy pokonałem na piechotę dystans do Aggtelek, a następnie znalazłem
się w Jósvafő, skąd do wlotu doliny Szelce (Szlece-völgy) pozostało zaledwie
1,2 km. Stresującą sytuację początku dnia szybko zrównoważyły uroki
przepięknych widoków należącej do Aggteleki Nemzeti Park doliny z dominującymi
terenami łąkowymi. Dodatkowo, dystans wobec miejsc zamieszkanych, jak również brak
tłumów turystów sprawiały, że wszelkie odgłosy przyrody ożywionej dało się
słyszeć. Wydaje się, że pogranicze słowackiego Gemeru oraz węgierskiego
Aggteleki Nemzeti Park musi zamieszkiwać potężna populacja kukułek, bowiem
wśród szczebiotu rozmaitych gatunków ptaków, one były słyszalne najwyraźniej.
Zob. https://www.termeszetjaro.hu/en/poi/valley/szelce-voelgy/800016298/; https://szelcepusztaturistahaz.hu/
15. Aggteleki Nemzeti Park, Szelce-völgy, 23.05.2026. Odległość dzieląca wioskę Jósvafő oraz punkt na terenie Aggteleki Nemzeti Park zwany Szelcepuszta wynosi około 6,5 km. Pisałem już, że warto tamtędy powędrować zwłaszcza ze względu na niesamowite wrażenia wywierane przez krajobrazy w obrębie doliny Szelce-völgy. W ramach planu na dzień 23 maja dotrzeć miałem aż do leżącej za tą ostatnią doliną wioski Szögliget. Ze względu na zaistniały poślizg czasowym, o którym pisałem wcześniej ten plan się nie powiódł. Niemniej, już od momentu wkroczenia na szlak oznaczony barwą czerwoną, wiodący z Jósvafő do Szelcepuszta, a dalej do Színi-Sarok oraz Szögliget rozpocząłem obserwację motyli dziennych. Jako pierwszego napotkałem należącego do rodziny rusałkowatych (Nymphalidae), dla niektórych odbiorców (w tym także dla mnie) nieco egzotycznie wyglądającego pasyna lucyllę (Neptis rivularis). Nie było to moje pierwsze spotkanie z tym gatunkiem, co nie oznaczało, że zamierzałem odpuścić uwiecznienie go na zdjęciu. Osobnik okazał się jednak wybitnie nieskory do „współpracy”. W przeciwieństwie do tego, którego siedem lat wcześniej (początek czerwca 2019 r.) zaobserwowałem i sfotografowałem na jednej z łąk parku krajobrazowego Plešivecká planina, ten bez mała przez cały czas, gdy mu się przyglądałem, unosił się nad ziemią oraz okolicznymi krzewami powolnym, tanecznym lotem, a nawet kiedy spoczął na liściu jakiejkolwiek rośliny, nie dawał mi szans na „upolowanie” za pomocą aparatu. Niezłomnie próbowałem do skutku, ale uparty barwny „lotnik” nie dał za wygraną i w końcu zniknął w koronach drzew.
Wędrując doliną Szelce-völgy,
spotkałem kilka innych gatunków motyli dziennych, między innymi należącego do
rodziny bielinkowatych (Pieriade) Colias chrysotheme, rzadki
gatunek z rodziny powszelatkowatych (Hesperiidae) o nazwie zwyczajowej
powszelatek sierpikowiec (Pyrgus serrulatae), a także… podgatunek
czerwończyka zamgleńca zwany Lycaena alciphron melibaeus. Wszystkie
wymienione wyżej osobniki rzeczonych gatunków dały się uwiecznić na zdjęciach,
jednakowoż spotkanie z tym ostatnim zaskoczyło mnie niezmiernie. Zgodnie z
dostępną mi wiedzą o tym podgatunku czerwończyka zamgleńca (Lycaena
alciphron) obszar jego występowania nie obejmuje Węgier.
Zob. https://www.termeszetjaro.hu/en/poi/valley/szelce-voelgy/800016298/
16. Aggteleki Nemzeti Park, Színi-Sarok, 23.05.2026. Színi-Sarok stanowi malowniczy punkt widokowy w obrębie obszaru krasowego zlokalizowanego na terenie Parku Narodowego Węgierskiego Krasu (Aggteleki Nemzeti Park), nieopodal wsi Szin. Miejsce to uchodzi za doskonały punkt startowy lub przystanek podczas pieszych wycieczek przez krasowe płaskowyże rzeczonego parku narodowego.
Dla mnie ów Színi-Sarok nie stanowił
punktu startowego, gdyż w momencie dotarcia doń miałem już za sobą ponad dobrych
kilkanaście kilometrów przebytych od okolic słowackiej jaskini Domica, przez
leżące na Węgrzech wsie Aggtelek oraz Jósvafő, aż po rozległą dolinę
Szelce-völgy. Raczej był to przystanek w czasie wędrówki, której cel stanowiły
nie tylko malownicze krajobrazy o przeważającym charakterze łąkowym, lecz
przede wszystkim motyle dzienne. I chociaż, co pragnę ponownie podkreślić, ku
mojemu rozczarowaniu poszukiwanego od lat zygzakowca kokornakowca (Zerynthia
polyxena) z rodziny paziowatych (Papilionidae) nie spotkałem, warto
było zadać sobie trud i przewędrować przez wyżej wspomnianą dolinę, aby natknąć
się na osobniki innych ciekawych gatunków.
Bibliografia:
Novák
2009 = Petr Novák, Olomouc – pravoslavná katedrála sv.
Gorazda, Velehrad 2009.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz